— Rychło w czas! Z kim się wreszcie ożeniłeś?

— Z panną B., córką radcy dworu.

— Oho — gwizdnął przez zęby Hieronim. Był to bardzo wątpliwy objaw zadowolenia.

— Zrób mi to, bracie! Do śmierci ci nie zapomnę, a potrafię się odwdzięczyć!

Student namyślał się chwilę. W duchu klął kuzyna, ale głośno odparł:

— Na nic się to nie zda, ale jeśli ci na tym zależy, zrobić mogę. I tak nie wiedziałem, co robić z wakacjami. Użyję ich na dyplomatyczną misję! Potrzebny ci był ten kłopot! Tfu! Sameś nie wiedział88, co z dolą począć. Szczęście ci samo szło w ręce, nic ci nie brakło. Ech, żeby dziadunio ci wlepił sto kijów na kobiercu89, miałbyś, czego trzeba!

— Jakiś ty rozumny! — mruknął kuzynek, orzeźwiony obietnicą Hieronima. — Nie będziesz mądrzejszy, gdy się zakochasz!

— Nie będę się bał dziadunia ani oglądał, co on na to powie, to pewne! — odparł hardo90 Hieronim.

Wojciech zamilkł, wziął czapkę.

— Jak tu u ciebie czarno i ciasno! — zauważył już zupełnie swobodny.