Lokaj zjawił się natychmiast.
— Bazylego! — rozkazał pan krótko.
Twarz jego uspokoiła się zupełnie. Nie było na niej śladu obrazy i gniewu. Schylił głowę nad księgą i pisał, nie zważając, że drzwi rozwarły się znowu.
Gdy skończył, podniósł oczy.
W progu stał wezwany, sztywny, nieruchomy, milczący. Hieronim byłby poznał tę figurę. Był to ten sam pół chłop, pół mieszczanin, który mu towarzyszył na statku.
— Pojechał? — spytał lakonicznie pan.
— Poszedł — odparł podobnież120 sługa.
— Możesz i ty wracać. Wszystko dobrze. Pieniądze ma?
— Ma!
— Oto są dla ciebie. Pilnujże starannie i nie rób na markach oszczędności. Dziecko ciężko chore?