— A bo i w gimnazjum nie ma!
— Znajdzie się. Nie twój kłopot. Jedz spokojnie. Coraz trudniej zebrać was na obiad!
Litwin umilkł, ale co chwila był niespokojniejszy. Gdy skończył, zamiast wypocząć, chodził od okna do okna i coś mruczał. Minęło parę godzin.
— Czy to pan Hieronim dziś nie przyjdzie? — zagadnęła ciotka frasobliwie126.
— Zaraz będzie. Poszedł na lekcje.
Żabba zapalił lampę w swojej izdebce, ale czytać nie mógł; nasłuchiwał.
Nareszcie rozległy się kroki na schodach; Hieronim wszedł, ale sam.
— Gdzie Bronia? — zawołał Litwin.
— Jak to, gdzie? Nie chodziłeś po nią?
— Owszem, ale mi powiedziano, że ty zabrałeś.