— Naturalnie, zacząć musisz od Wolskich i Dąbrowskich! — potwierdził prezes. — A nie straszno ci tej wędrówki po obcych?
— Boję się tylko, by nie popełnić jakiej niestosowności dla was kompromitującej.
— Opowiem po drodze, do kogo jedziemy — rzekł Andrzej. — A ma pani wizytowe bilety z obecnym nazwiskiem?
— Nie mam, nie pomyślałam o tym. Jutro rano wstąpię do litografii263. Czy dużo złożymy wizyt?
— Co najmniej dwadzieścia.
— O Boże! — westchnęła tak szczerze, że aż się prezes roześmiał.
— A co? Już duch się tłucze! Nie bój się, za jaki rok będziesz w tym pływała jak ryba w wodzie! No, otóż i teatr. Wysiadasz, Andrzeju?
Powóz stanął. Po chwili jechali tylko we dwoje i stary rzekł:
— Za rok, mam nadzieję, że to ja sam zostanę, a on z tobą pojedzie — i westchnął.
— A to ci galant264 z ojca! — uśmiechnęła się. — Mnie bardzo dobrze tak, jak jest dzisiaj.