— Ano, ma wenę czy pech — kocha się w pannie z towarzystwa!
— W czym ty widzisz wenę czy pech?
— Ano, może się z nią ożenić, mieć, trzymać, ludziom się pochwalić. Całe życie kocham się w mężatkach, diablo mi to czasem dokuczy, jak kłusownictwo królowi kurkowemu285. Zazdroszczę mu! A pech? Ano, chwal się tu i ciesz, i pilnuj jednej całe życie! Podle jest świat urządzony! Wiesz, idę z cyrku. Karola się zabiła. Mgli286 mnie dotychczas; pójdę chyba do knajpy!
— Zabiła się? Nie widziałeś mojego starego i żony?
— Owszem. Wyszliśmy razem. Ale była chwilę i pani Celina.
— Sama? — spytał żywo Andrzej.
Radlicz sekundę się zawahał.
— Chyba, że sama, nie uważałem.
Andrzej stanął.
— Maksa nie było?