— Wiele trzeba tej szwaczce?
— Siedemnaście rubli.
— To ja je płacę!
— Chcesz także stroje obejrzeć? — zaśmiał się prezes.
— No pewnie. Będziemy przecie razem występować. Jeśli są brzydkie i niegustowne...
— Toś się za późno obejrzał. Trzeba było być przy obstalunku — rzekł ojciec.
— Trudno zrobić coś, o czym się nie wie.
— Trudno też wiedzieć, o czym się nie myśli — mruknął prezes, idąc za Kazią na schody.
Otworzyła szafę i dobyła stroje. Obejrzeli i prezes rzekł:
— Za skromne. Widać, że z oszczędności kuchennych.