— Możesz iść — rzekła, oczu nie podnosząc.
— Konie panience zaprzęgać? — spytał.
— Naturalnie! Żywo59.
— Ja chciał panience coś pokazać — uśmiechnął się.
Spojrzała na niego.
— Dostałem od tych gości, co do dworu pojechali — rzekł, pokazując rubla.
— Za co? — zdziwiła się.
— Albo ja wiem. Jechałem se60, śpiewając; minęli mnie; było dwóch: jeden stary, drugi młody. Ten stary rzucił mi papierek.
— No, było podziękować — rzekła chmurno, zbierając kapelusz i rękawiczki.
Stacho głową pokręcił. Z tą swoją panienką był on trochę kolegą. Gdy go malcem przywieziono61 z Galicji — sierotę — szukali razem gniazd w sadzie, a potem ona go czytać i pisać uczyła.