Wyszedł na ulicę, skinął na dorożkę.
— Siadaj, mała, i prowadź!
Dorożka potoczyła się na Solec.
W trzy godziny potem Downar wrócił.
Żona przyszła zaraz do gabinetu i zastała go, jak mył ręce.
— Gdzieś ty mógł tak obielić surdut? — zdziwiła się. — Cóż, żyje?
— Kto?
— Któżby? Goldmark?
— Jużem go nie zastał.
— Boś po swojemu się zbierał. Naturalnie nic ci nie dali. Ile ty tysięcy tracisz przez swą obrzydliwą litewską powolność! Nigdy niczego się nie dorobisz. Takie szczęście mając, inny miliony by zebrał, a my, co mamy?