— Na jeden obiad mamy, a dwóch nie zjemy — odparł spokojnie. — Goldmarka nie było sposobu ratować. Po co się było śpieszyć do trupa?
— Logika człowieka bez ambicji. I co ci ludzie widzą w tobie? Ładnie byś wyglądał bez mojej opieki! No, ale masz mnie, nie dam ci zginąć!
Raczyła rozchmurzyć oblicze i poklepała go łaskawie po ramieniu.
— Wiesz, mam niespodziankę dla ciebie. Zgadnij.
— Może obiad, bom głodny!
— Jest i obiad, i jest kamieniczka. Ta, wiesz, com targowała na Żurawiej.
— Kupiłaś? Ano, to dobrze. Ale obiad mi pilniejszy.
Zbliżył się do światła, chwyciła go za rękę.
— Skąd ty masz krew na mankietach?
Downar cofnął żywo rękę, spojrzał i odparł: