Przy pieczeni wybuchła scena z Janem, który nie nagrzał do baraniny talerzy, wskutek tego zabrano baraninę i talerze do kuchni.
Milczeli oboje, obiad się przeciągał, nareszcie gdy pani sama odebrała z rąk lokaja kompot i wymyślając kucharce, poszła z nim do kuchni, Downar serwetę rzucił i głodny poszedł do gabinetu.
To jedno wiedział, że pracować może spokojnie, żona nie raczy go odwiedzić.
Czytał, pisał i tak się wreszcie w zajęciu zatopił, że przesiedział do dwunastej.
Wtedy posłyszał złowrogie mruczenie w sypialni, potrącanie sprzętów, wreszcie trzaśnięcie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. To znaczyło, że będzie spać w gabinecie na otomanie408.
Podniósł oczy, popatrzał na te drzwi, pomyślał chwilę, potem głową potrząsnął kilkakroć ruchem powolnym niedźwiedzia, któremu pszczoły zaplączą się w kudły i syczą. I znowu pochylił głowę nad jakąś rozprawą, którą pisał do druku.
I zdawało się, że ten człowiek jest zupełnie nieczuły, a on był tylko tak bardzo silny.
Nazajutrz, jak zwykle wychodząc o dziewiątej, spotkał na schodach Kazię. Teraz już się znali dobrze i rozmawiali.
— Nie zaspała pani — rzekł.
— Nie, ale zamiast na mszę idę wprost do lecznicy i stracha mam.