Baba popatrzała na nią, ruszyła ramionami.

Ne suprantu!437 — odparła, cofając się i zamykając drzwi, ale Downarowa nie ustępowała.

— Nie udawaj, wiedźmo! Jestem żona doktora Downara i będę się z nim widzieć.

Gwar kilku głosów słychać było w mieszkaniu, śmiechy, ożywioną rozmowę.

— Idź, zawołaj mi tu zaraz tego swego pana! — tupnęła nogą Downarowa.

Baba powtórzyła swoje: ne suprantu, a że w tej chwili Downar zawołał: „Barbikie!” — snadź to jej była nazwa438 — zatrzasnęła Downarowej drzwi przed nosem! Dzwoniła nadaremnie kilka razy, wreszcie zeszła i wyszukała stróża, który był wściekły, bo mu właśnie ktoś skradł miotłę:

— Czy tu ktoś jest u doktora Downara?

— A bo ja wiem? — mruknął.

— Co to za baba tam służy u niego?

— Meldowana je439. Baba, zwyczajna baba.