— Dodzwonić się nie można.
— A pani do onej440 baby ma interes? Ona ci nie gada po ludzku, Żmujdzinka441 je czy jakoś tak.
— Chcę się widzieć z doktorem.
— On ci nie przyjmuje państwa tutaj, ino czasem prosty naród. Niech pani ze swą chorobą idzie do jego szpitala.
Tu ujrzał chłopaka wyglądającego z sutereny i zwrócił się do niego:
— Niczyja robota, ino twoja, obwiesiu! Gdzie je miotła, kondlu442! Tyś ino przeleciał bez bramę i już miotły nie ma!
— Miotła, miotła! — zaskrzeczał chłopiec. — Po ki443 diabeł mi ten ożóg444? Wasza445 może na niej dymnęła446 na Łysą Górę.
Stróż podskoczył do okienka, zaczęła się szermierka językowa, podwórko zaludniło się gapiami. Downarowa wyszła na ulicę.
Gdy Downar przyszedł do domu na obiad, znalazł w mieszkaniu nieład, a na środku jadalni wielki kufer, do którego żona znosiła garderobę. Lokaj i służąca pomagali jej w tym tak pilnie i ochoczo, jakby to była ich własna wyprawa, a w drzwiach od kuchni stała gruba Franciszka, kucharka, i uśmiechała się, założywszy bezczynnie ręce na fartuchu.
— No, co się stało? — zagadnął.