— Boże, jaki ten Downar nudny! — szepnęła Tunia do Radlicza. — Na raucie jeszcze o chorobach prawi.
Tu się Bukowiecki odezwał:
— U nas pod Kamieńcem w cukrowni u Markusa Lewi zbuntowali się robotnicy, zatłukli pisarza. A prowodyra widziałem na „wogzalu”535 w kajdanach.
— O! A Wołodyjowskiego też pan pewnie widział — rzekł z miną naiwną Radlicz.
— Nie, nie znam tego — odparł bałaguła.
— To pan kawał czasu przespał!
Niektórzy tłumili śmiech, narzeczona spąsowiała, mama Wolska spojrzała piorunująco na malarza, sekundy ciszy, którą przerwał głos panieński z drugiego końca stołu.
— Pan się na tym nie zna. Suknie cloche536 już wychodzą z mody.
— Co? Kto ci mówił? — podchwyciła Dąbska.
— U Hersego. Mają już fasony nowe z Paryża.