Rozmowa rozbiła się znowu na pary, temata537 i zlała się w gwar i szum coraz żwawszy, w miarę spożytych delikatesów i spełnionych kieliszków.
Nareszcie ruszono od stołu. Panowie się ulotnili na cygara i papierosy, w salonie damy zabawiały się dość sennie, pozbawione męskiego elementu. Panienki spacerowały po kilka pod rękę lub udawały, że przeglądają ilustracje.
Był to dla gospodyni najcięższy moment, toteż Kazia po chwili zajrzała do gabinetu i spojrzała błagalnie na męża.
Zrozumiał ją, rzucił papieros538 i jął wyciągać młodszych panów.
Ożywiła się atmosfera w salonie. Opadnięto Radlicza prosząc o deklamację, po kątach flirtowano w przyśpieszonym tempie, starsze panie, syte nowin i wrażeń kulinarnych, marzyły o odwrocie, radcowie żwawiej kończyli robry539.
Nareszcie około północy gremialny540 odwrót, pożegnanie, uściski, trochę zamieszania w przedpokoju z kaloszami i damskimi kapeluszami, „moje uszanowanie”, „do miłego widzenia”, „jakże nam było przyjemnie”, „prosimy o nas nie zapominać”, „całuję rączki”, „dobranoc” — i za ostatnim gościem zamknęły się drzwi.
Na schodach jeszcze żywe rozmowy, w bramie chwila mitręgi541 ze stróżem i „dyskami”542 i fala gości wylała się na ulicę do czekających karet, dorożek lub na piechotę do domu.
— Uf! — odsapnął Andrzej, rozpinając tużurek i rzucając się w fotel. — Jakbym cepem machał, takim zmęczony! To ci wynalazek idiotyczny.
— Trudno, kto bywa, musi przyjmować — zdecydował prezes. — Ja miałem bardzo porządną partię, wygrałem siedemnaście rubli.
— Powinien je ojciec oddać Kazi za fatygę albo mnie za piękną reprezentację.