Mówił to umyślnie, bo znał dziwactwo starego, że o ile na wydatki był szeroki, o tyle wygrane w karty ruble dusił jak sknera.
Prezes udał, że nie słyszy.
— Ogromnie mi się pić chce! Córuś, dostanę filiżankę herbaty z cytryną?
Kazia, zajęta porządkami w jadalni, odpowiedziała pośpiesznie: — Dostanie tatko — i dalej gospodarzyła.
— Mogłabyś spocząć nareszcie! — zawołał niecierpliwie Andrzej. — Cała ta gromada gości krytykuje nas teraz i wiesza543, a my mamy ich oszczędzać.
— Co mają krytykować? Przyjęcie było porządne, bawili się doskonale.
Kazia przyniosła mu sama herbatę, zatrzymał ją za rękę, spojrzał serdecznie.
— Takaś bledziutka i mizerna. Zmęczone dziecko. Siądź tu przy starym, cały dzień gdzieś latasz, wcale cię nie widziałem dzisiaj. Masz, dam ci coś dla twej hołoty! Złóż rączki.
I wysypał jej na dłonie całych siedemnaście rubli wygranych w winta.
Andrzej wybuchnął śmiechem.