dziewczynę z dzieckiem na ręku.

Śpią na pakowym papierze przed sklepem.

Wiatr szarpie drobne banknoty w jej czapce,

ona usta ma otwarte, głowa małego brudna jest

jak jabłko opiekane w ognisku.

Drugie dotknięcie

Obudził mnie głos konduktorki

i skrzep dymu na prześwietlonym niebie.

Otworzyłem oczy —

kopalnia unosiła się w powietrzu jak spławik.