Potem wszyscy uklękli dokoła niego i zasypali go drwiącymi błaganiami, wycierając obłudnie oczy brudnymi rękawami i fartuchami.

— Bądź nam miłościwy, o łaskawy królu!

— Nie zdepcz nas, biednych robaków, swoją dostojną stopą, o wielki władco!

— Zlituj się nad swoim nędznym niewolnikiem, racz go obdarzyć swym łaskawym kopnięciem!

— Rozraduj nasze twarze, ogrzej nas promieniami swej łaski, o światłe słońce naszych oczu!

— Uświęć tę ziemię, dotykając jej końcem stopy, a kto będzie potem żarł tę ziemię, będzie się czuł uszlachcony!

— Pluń na nas, monarcho, aby wnuki nasze mogły się jeszcze szczycić z dumą tymi względami królewskimi!

Ale blacharz przewyższył tego wieczora wszystkich swymi dowcipnymi pomysłami. Przyklęknąwszy na ziemi, udał, że chce ucałować stopy króla, ten jednak kopnął go ze wstrętem. Blacharz począł obchodzić wszystkich dokoła, prosząc o szmatkę, aby móc sobie przewiązać miejsce, którego dotknęła stopa króla, gdyż musi ustrzec to miejsce na swej twarzy od dotknięcia brutalnego powietrza, a zrobi majątek, pokazując je publicznie na gościńcach za sto szylingów81 od osoby. Zachowywał się przy tym tak komicznie, że wzbudził podziw i dumę w całej bandzie.

Łzy wstydu i oburzenia napłynęły do oczu małego króla, który pomyślał w duchu:

— „Gdybym im wyrządził największą krzywdę, nie mogliby postąpić ze mną okrutniej — a przecież obiecałem im tylko łaskę — i oto jak mi za nią dziękują!”