Miles Hendon padł na fotel i zakrył twarz obydwiema rękami. Po chwili brat jego zwrócił się do służby i zapytał:
— Obejrzeliście go już dokładnie: czy znacie go?
Wszyscy pięcioro potrząsnęli przecząco głowami. Hugo zaś ciągnął teraz:
— Służba nie poznaje was, panie. Omyliliście się. Widzieliście, że i żona moja was nie poznała.
— Twoja żona!
W następnej chwili Miles przycisnął brata do ściany, a żelazna jego pięść zacisnęła się dokoła gardła nikczemnika.
— Nędzny łotrze, teraz rozumiem wszystko! Ty sam napisałeś ów złowieszczy list, aby odziedziczyć w ten sposób moją narzeczoną i mój udział w spadku. A teraz precz mi z oczu, aby moja uczciwa ręka żołnierska nie splamiła się twoją krwią!
Hugo, z twarzą nabiegłą krwią, na wpół uduszony padł na najbliższy fotel i rozkazał służącym, aby schwytali i związali potężnego napastnika. Lokaje wahali się, a jeden z nich rzekł:
— On jest uzbrojony, sir Hugonie, a myśmy bez broni.
— Uzbrojony! Co was to obchodzi, a za to iluż was jest? Bierzcie go, powiadam!