— Nie takie dziwne, jak ci się zdaje, panie mój. Znam go, to jego zwykły sposób postępowania. Od maleństwa był nicponiem.
— Ach, ja nie o nim mówię, sir Milesie.
— Nie o nim? A o czymże? Co to wydaje ci się tak dziwne?
— Że nikt nie spostrzega braku króla.
— Co? Jak? Nie rozumiem cię.
— Rzeczywiście? Czy nie wydaje ci się dziwne, że nie wysyła się na wszystkie strony gońców, którzy by mnie poszukiwali, nie widzi się ogłoszeń z opisami mojej osoby. Czyż nie jest to powodem do powszechnej rozpaczy i najpoważniejszego strapienia, że głowa państwa znikła bez najmniejszego śladu?
— Oczywiście, królu mój. Zapomniałem o tym.
Po czym Hendon dodał w duchu:
— „Biedna, obłąkana główka! Ciągle jeszcze trapi ją ta mania prześladowcza!”
— Ale mam plan, który pomoże nam obydwu w odzyskaniu swoich praw — napiszę list w trzech językach — po łacinie, po grecku i po angielsku — a ty pojedziesz z nim jutro raniutko jak najszybciej do Londynu. Nie wręczaj go nikomu innemu, tylko memu stryjowi, lordowi Hertfordowi; kiedy on zobaczy ten list, pozna moje pismo i przyśle natychmiast gońców po mnie.