Chwile jego zdawały się policzone, a porażka nieunikniona, gdy nagle rozległy się dźwięki trąb i donośny głos zawołał:
— Miejsce dla gońca królewskiego!
Oddział jeźdźców wjechał teraz gwałtownym pędem w tłum, który rozstąpił się jak mógł najszybciej, uciekając na wszystkie strony. Nieznajomy obrońca pochwycił księcia na ręce i uniósł go z tłumu i z obrębu niebezpieczeństwa.
Powróćmy teraz do ratusza.
Gwar zabawy i radosne okrzyki zagłuszone zostały nagle doniosłym sygnałem trąb. Natychmiast zapadła głęboka cisza, uroczyste milczenie; potem rozległ się jedyny głos, głos herolda z zamku, i ogłosił wieść, której obecni wysłuchali, stojąc. Ostatnie z wymówionych uroczyście słów były:
— Król umarł!
Wszyscy członkowie licznego zebrania mimo woli pochylili nisko głowy na piersi i przez kilka minut trwali w głębokim milczeniu; potem obecni padli na kolana, wznieśli ręce ku Tomkowi i tak potężny okrzyk przemknął przez salę, iż zdało się, że mury zapadną się pod nim:
— Niech żyje król!
Wzrok biednego Tomka skierowany był na to smutne widowisko, zatrzymał się posępnie na klęczących obok niego księżniczkach, potem na hrabim Hertfordzie.
Nagle zbudziła się w nim podniecająca myśl i z oczyma błyszczącymi Tomek zapytał lorda Hertforda: