Zachowanie, postawa i strój mówiącego przypominały błędnego rycerza średniowiecznego. Był wysoki, chudy, muskularny. Kaftan jego i spodnie sporządzone z dobrego materiału były jednak spłowiałe i wytarte, złote wyszycia na kaftanie utraciły blask i sczerniały, zaś pióro na jego kapeluszu było zgniecione, wyłysiałe od wiatru i deszczu. U boku wisiał mu długi rapier59 w zardzewiałej pochwie żelaznej; śmiała i wyzywająca postawa zdradzała człowieka nawykłego do życia wojennego i obozowego.

Słowa dzielnego wojaka powitano głośnym, szyderczym śmiechem. Niektórzy wołali:

— Jeszcze jeden przebrany książę!

— Pilnuj swego języka, braciszku, widzisz jaki on niebezpieczny!

— Dalibóg, wygląda mi na to — patrzcie na jego zawadiackie spojrzenia!

— Zabierzcie mu chłopaka — wrzucić to szczenią do wody!

Jakaś ręka, posłuszna temu wezwaniu, sięgnęła już po księcia, ale równie szybko szpada nieznajomego opuściła pochwę, a napastnik padł złorzecząc na ziemię, uderzony płazem.

W następnej chwili rozległy się okrzyki:

— Zabić go, zabić tego psa!

Tłum otoczył wojaka, który schronił się pod mur i jak szalony wymachiwał dokoła bronią. Ranni padali na prawo i lewo, ale falujący tłum ludzki, nie zważając na to, parł naprzód, depcząc po tych, co padli, i z nieposkromioną wściekłością napierał na szermierza.