— Kop w ziemi koło tego pnia — powiada do niego karzełek.

Tomek zaczyna kopać i znajduje dwanaście nowiutkich pensów — co za cudowny skarb! Ale to nie wszystko, gdyż karzełek powiada teraz:

— Znam cię. Jesteś poczciwym chłopcem, chcę coś zrobić dla ciebie. Skończyła się twoja nędza, czekają cię teraz dobre czasy. Co siedem dni kop w tym miejscu, a zawsze znajdziesz taki sam skarb: dwanaście nowiutkich pensów. Ale pamiętaj — zachowaj to w tajemnicy.

Potem karzełek znika, a Tomek biegnie ze swoim skarbem na Offal Court, mówiąc do siebie w duchu:

— Co wieczór będę dawał ojcu jednego pensa; pomyśli, że go użebrałem, będzie zadowolony i nie będzie mnie więcej bił. Jednego pensa dam co tydzień dobremu księdzu, który mnie uczy; pozostałe cztery pensy będą dla matki, Ani i Elżuni. Nie będziemy więc już znosili głodu, nie będziemy chodzili w łachmanach i nie będziemy się musieli lękać bicia.

We śnie zbliża się do nędznego mieszkania rodziców; bez tchu biegnie ku matce, rzuca jej na kolana cztery świecące monety i woła:

— To wszystko dla ciebie! Wszystko, wszyściutko, co do grosza! Dla ciebie i dla Ani, i dla Elżuni — to uczciwie zdobyte pieniądze, nie wyżebrane ani ukradzione!

Szczęśliwa i zaskoczona tym matka przyciska go do serca i mówi:

— Późno już — czy wasza królewska mość raczy wstać?

Ach! nie była to odpowiedź, na którą czekał chłopiec. Radosny sen rozwiał się.