Na trzeci wieczór sala znów była nabita ciekawymi, przyszli zaś ci sami, których już tu widziałem. Stojąc razem z księciem u wejścia, zauważyłem, że każdy z wchodzących ma czymś wypchaną kieszeń albo pod surdutem coś kryje, domyśliłem się więc natychmiast, że to nie perfumy ani cukierki. Węch mam dobry, pewien też byłem, że to koszyki ze zginłymi jajami, z takąż kapustą i tym podobnymi łakociami. Odczuwałem też węchem zdechłego kota, będąc pewny, że nawet sporo jest tej zwierzyny. Wszedłszy na chwilę na widownię, poczułem tak ciężkie powietrze, że trudno było wytrzymać. Gdy sala była już pełna, książę dał jakiemuś oberwańcowi ćwierć dolara z rozkazem zastąpienia go przy wejściu przez kilka minut, sam zaś obszedł dom wokoło, chcąc niby wejść na scenę tylnymi drzwiami. Ja za nim, ale w tej chwili, gdy się znaleźliśmy w ciemności pod boczną ścianą domu, książę powiada mi na ucho:
— Przyśpiesz kroku, a gdy przerzedzą się domy, bierz nogi za pas i pędź w stronę tratwy, jakby cię sto diabłów goniło.
Prawie jednocześnie dopadłszy do tratwy, natychmiast ruszyliśmy z miejsca, zmierzając wśród ciemności ku środkowi rzeki, której prąd miał unieść tratwę jak można najdalej od „tragedii”. Milczeliśmy wszyscy, ja zaś nie mogłem pojąć, jak sobie pocznie stary, nieszczęsny król z salą pełną tak wrogo usposobionych słuchaczy. To mu się tam dopiero dostanie! Tymczasem nasz król wysuwa się z budki i mówi:
— Cóż, książę, bardzo tam było gorąco?
Okazało się, że wcale nie chodził do miasta.
Siedzieliśmy po ciemku, dopóki woda nie odniosła nas o jakieś dziesięć mil od miasteczka. Wtedy dopiero, zapaliwszy światło, zjedliśmy kolację, a król i książę aż się za boki brali ze śmiechu na myśl o „szanownej publiczności”.
— Osły! Kapuściane głowy! Od razu wiedziałem, że pierwsi sprowadzą drugich, żeby sobie nic nie mieć do wyrzucenia. Byłem też pewny, że na trzeci wieczór nie będzie nowych, lecz przyjdą wczorajsi i przedwczorajsi skwitować się239 z nami. Ciekaw tylko jestem, co teraz czynią; kolacja składkowa byłaby najwłaściwsza, bo dosyć mieli ze sobą zapasów.
Przez trzy wieczory „słynni aktorzy” zdobyli czterysta sześćdziesiąt pięć dolarów.
Poszedłem spać, ale gdy na mnie przyszła kolej czuwania, Jim nie obudził mnie wcale. Zdarzało się to bardzo często. Wstawszy przed samym świtem, ujrzałem go z głową wspartą na kolanach, jęczał i żalił się na coś półgłosem. Nie zwracając na to uwagi, nie odzywałem się wcale, pewny, że coś mu dobrze dokucza. Myślał o żonie i o dzieciach, tęskniąc za nimi, bo po raz pierwszy był z dala od nich. Nie wątpię, że żonę i dzieci kochał tak samo jak biały. Wydaje się to nieprawdopodobne, a jednak mam pewność, że tak było. Nieraz w nocy Jim przekonany, że śpię, wyrzekał, jęcząc żałośnie: „O, moja maleńka Elżusiu! O, mój mały Janeczku! Gdybyście wiedzieli, jak mi żal, że już was nigdy nie zobaczę!”.