— Nie. Nazywam się Blodgett, Aleksander Blodgett, dodać nawet muszę: wielebny Aleksander Blodgett, gdyż jestem niegodnym sługą Pańskich ołtarzy. Ale pomimo to szczerze mi żal pana Wilksa, że nie przybył w porę, zwłaszcza, jeśli mu coś na tym zależało. Mam jednak w Bogu nadzieję, że nie poniósł żadnej straty.
— Majątkowej nie poniósł, bo czy tak, czy owak, wszystko odbierze, ale stracił wiele, bo nie był przy śmierci swego brata, Piotra. Może on o to nie dba, kto go tam wie? Ale brat byłby dał wiele, żeby go tylko ujrzeć przed śmiercią. W ostatnich tygodniach o niczym innym nie mówił! Nie widzieli się od młodzieńczych lat, zaś drugiego brata, Williama, Piotr nie widział nigdy w życiu. William jest głuchoniemy i ma zaledwie trzydzieści kilka lat. Piotr i Jerzy, najstarsi, przyjechali tu, Jerzy ożenił się, ale umarł w przeszłym roku i żona także umarła. Teraz, gdy i Piotr umarł, zostało tylko dwóch braci, Harvey i William. Nie zdążyli oni przybyć w porę.
— Czy nie dano im znać o chorobie brata?
— Jakżeżby nie! Miesiąc temu czy dwa, gdy Piotr zachorował po raz pierwszy, zaraz ich powiadomiono, bo Piotr ciągle mówił, że już nie powróci do zdrowia. Widzi pan, Piotr był bardzo słaby, a córki Jerzego są za młode, aby miał z nich towarzystwo. Chyba tylko z jednej Marii Joanny, tej rudej... Ale i z tej, widać, nie miał pociechy, bo po śmierci Jerzego i jego żony czuł się okropnie osamotniony, niewiele dbając o życie. Gwałtownie pragnął widzieć Harveya... no i Williama także, ma się rozumieć... A głównie dlatego, że należał do tych ludzi, którzy nie mogą znieść myśli o napisaniu testamentu. Zostawił też list do Harveya z wyrażeniem swej woli co do podziału gotówki i majątku nieruchomego, bez krzywdy córek po Jerzym. Ledwie go namówili, żeby ten list napisał!
— Kiedy się spodziewają przyjazdu Harveya? Gdzie on mieszka?
— O! Aż w Anglii, w Sheffield245! Jest kaznodzieją, a tu nigdy w życiu nie był. Może nie ma czasu przyjechać, a może też i listu nie otrzymał... Kto go wie?
— Smutne to, bardzo smutne, że nie dożył nieborak widzenia się z bratem! A pan do Orleanu jedzie, młodzieńcze? Wszak tak?
— Tak, ale na tym nie koniec mojej podróży, w przyszłą środę siadam na okręt i płynę do Rio de Janeiro246, gdzie mieszka mój wuj.
— O! To długa podróż! Ale piękna, bardzo piękna. Zazdroszczę ci jej, młodzieńcze. Więc najstarsza jest Maria Joanna? A młodsze w jakim wieku?
— Maria Joanna ma dziewiętnaście, Zuzia piętnaście, a Janka nie ma jeszcze czternastu. Ta ostatnia oddaje się dobrym uczynkom i ma zajęczą wargę247.