— Biedne dziewczęta! Same jedne na świecie wśród tylu obojętnych serc!
— No! Mogłoby być im gorzej. Stary Piotr miał przyjaciół, ci nie pozwolą, żeby dziewczętom stała się krzywda. Jest Hobson, kaznodzieja baptystów248, jest dziekan Lot Hovey i Levi Bell, adwokat, i doktor Robinson, i ich żony, i wdowa Bartley, i jeszcze inni. O! Jest sporo. Z tymi, których wymieniłem, Piotr żył najściślej i nieraz o nich wspominał w listach do krewnych, będzie więc łatwo Harveyowi szukać przyjaciół.
Król wciąż pytał i wypytywał, aż wszystko wycisnął z młodzieńca. Niech mnie kaczki zdepczą, jeżeli cokolwiek pominął.
— Dlaczego chciałeś, młodzieńcze, iść pieszo do przystani?
— Miałem obawę, czy taki wielki parowiec zechce się zatrzymać dla zabrania jednego pasażera, parostatki nie zawsze to czynią.
— Czy Piotrowi Wilksowi dobrze się powodziło?
— Oho, i jak jeszcze! Posiadał domy i grunt. Mówią, że zostawił kilka tysięcy gotówki, dobrze ukrytej.
— Kiedy umarł?
— Wczorajszej nocy.