— Puść, książę, kiedy ci mówię... Odpowiedz mi szczerze i uczciwie na jedno pytanie: czy ty położyłeś tam pieniądze? Powiedz, że nie, a uwierzę ci i cofnę wszystko, co powiedziałem.
— Nie położyłem, stary łotrze. Ty wiesz dobrze, że nie położyłem. Słyszysz?
— No dobrze, dobrze, wierzę ci... Jeszcze na jedno pytanie daj mi odpowiedź... Tylko, proszę cię, spokojnie, bez żadnych głupstw... Czy nie miałeś zamiaru wziąć tych pieniędzy i ukryć?
Pomilczawszy chwilę, książę odparł:
— Mniejsza o to, czy miałem, czy nie miałem, dość, że tego nie uczyniłem. Ty zaś nie tylko miałeś zamiar, lecz i spełniłeś go.
— Niech żywy z tego miejsca nie zejdę, jeżeli to prawda. Uczciwie mówię, że ich nie tknąłem. Nie powiadam, że ich wziąć nie chciałem, bo chciałem. Lecz wyprzedziłeś... chcę powiedzieć, wyprzedzono mnie.
— Kłamstwo. To twoja sprawka i przyznaj się, bo...
I znów ścisnął króla za gardło, a ten zaczyna się dławić i bełkocze:
— Przyznaję się. To... to ja.
Byłem bardzo rad z tego przyznania, zrobiło mi się lekko na sercu. Książę puścił gardło króla i mówi: