— Jestem porządny chłopak, nie jestem duchem.

— No... skoro tak... to wierzę ci... Wierzę, nie mogę jednak zrozumieć... Więc nie byłeś zabity? Nigdy? Ani trochę?

— Nigdy, ani trochę, daję ci na to słowo. Tak tylko wszystko urządziłem, żeby myślano, żem zabity. Zejdź z wózka i pomacaj mnie, przekonasz się, żem żywy.

Usłuchał wezwania i to go zupełnie zadowoliło. Wtedy dopiero sam już nie wiedział, co ma czynić z radości. Od razu też chciał się wszystkiego dowiedzieć: jakim sposobem zdołałem uciec, skąd się tu wziąłem i tak dalej. Ale że to była długa historia i wielki sekret, nie mogłem więc opowiedzieć mu wszystkiego w dwóch słowach i na gościńcu. Odłożywszy na później opowiadanie, wziąłem tylko Tomka na stronę, żeby mu wyznać swój kłopot.

— Jak ci się zdaje, Tomku, co teraz robić?

— Daj mi pomyśleć chwilkę i nie przeszkadzaj — odrzekł.

Milczeliśmy obaj przez kilka minut, po czym Tomek zawołał:

— Już wiem, co zrobić. Weź mój kuferek na swój wózek i zawróć do domu, jadąc noga za nogą, żebyś tak przyjechał, jakbyś naprawdę był w mieście. Ja zaś wrócę w stronę miasta, pomarudzę trochę i przyjadę na folwark w pół godziny po tobie. Z początku będziesz udawał, że mnie nie znasz.

— Dobrze — mówię — ale poczekaj no chwilę. Jeszcze ci coś powiem, czego nikt nie wie prócz mnie. Widzisz, Tomku, jest tu Czarny, którego chcę wykraść. Jim mu na imię, Jim starej miss Watson, pamiętasz?!...

— Co? — przerywa Tomek — Jim! Ależ on jest...