— Był, był! Sam widziałem. Prawda, nie przyszło mi do głowy, że psy kawona nie jadają! Jak to człowiek czasem patrzy i nie widzi...
— I tego nie widziałeś, że wchodząc do budki, Czarny otworzył kłódkę, a wyszedłszy, znów zamknął drzwi. I kiedy wstawaliśmy od stołu, to oddał wujaszkowi do rąk własnych jakiś klucz... Pewien jestem, że od tej kłódki. Kawon to dowód, że tam jest człowiek; kłódka, że ten człowiek jest więźniem, a nieprawdopodobne jest, aby mogło być dwóch więźniów na takiej małej plantacji, gdzie wszyscy zresztą są tacy dobrzy i serdeczni. Więźniem tym jest nie kto inny, tylko Jim! Doskonale! Bardzo się cieszę, że to wyśledziliśmy tak dowcipnie, za nic bym nie chciał dowiedzieć się prawdy inną drogą. Teraz łam sobie głowę i wymyśl plan wykradzenia Jima, a ja wymyślę drugi; po porównaniu wykonamy ten, który okaże się lepszy.
Jaka to głowa u tego chłopca! Gdybym ja miał taką, to już bym nie chciał być żadnym księciem ani kapitanem wielkiego parowca, ani klaunem w cyrku, ani niczym. Zacząłem więc układać plan, ale jedynie dlatego, żeby nie tracić czasu. Wiedziałem doskonale, skąd wyjdzie plan lepszy od mojego. Niebawem też Tomek pyta:
— Masz plan?
— Mam.
— Dawaj go tu.
— Mój plan jest taki: łatwo nam będzie przekonać się, czy w owej budzie znajduje się Jim, czy kto inny; i łódź moja, i tratwa są dobrze ukryte, mam pod ręką na zawołanie. Czekać tylko pierwszej ciemnej nocy i gdy wujaszek spać się położy, wykraść mu klucz z kieszeni: wtedy w nogi, w stronę rzeki. Dopadniemy łódki, łódką do tratwy, z Jimem, ma się rozumieć, i popłyniemy w dół rzeki, ukrywając się we dnie, a płynąc w nocy, jak to najpierw z Jimem czyniliśmy. Cóż, zły plan? Nie uda się może?
— Udać się, uda, dlaczego nie? Całe zło w tym, że za prosty, za łatwy. Co mi to za plan, który da się wykonać bez kłopotu. Ani tu zabiegów, ani ryzyka. Uda się, ale nikogo nie zadziwi, będzie to tak proste, jak złapanie myszy przez kota albo przekrajanie mydła ostrym nożem. Dobry plan, ani słowa, ale ja mam co innego w głowie...
Nic na to nie odrzekłem, pewny, że jego plan będzie bez zarzutu.
I tak też było. Gdy mi opowiedział swój plan, od razu poznałem, że jest wart moich piętnastu, bo daleko trudniejszy był do wykonania i niezwyczajny. Jim zostanie wolny, jak by nim został, gdybyśmy się trzymali mego planu, ale przy tym wszyscy trzej możemy przypłacić tryumf życiem. Nie mam potrzeby opowiadać tu wszystkich szczegółów tego planu, bo wiedziałem, że przy wprowadzeniu go w wykonanie zajdą zmiany, które uczynią go zupełnie innym i wprowadzą do niego tyle zawiłości, na ile tylko znajdzie się miejsca. No i nie omyliłem się, jak się państwo o tym przekonacie.