— A może to ty się odzywałeś?
— Nie, paniczu — odpowiada Jim — to nie ja. Głosu nie wydałem.
— Ani jednego słowa nie mówiłeś?
— Ani jednego.
— Widziałeś nas kiedy przedtem?
— Nie, paniczu.
Wówczas Tomek, zwracając się do Czarnego, który patrzył na to wszystko przerażony, surowym głosem zawołał:
— Wytłumacz mi, co ci strzeliło do głowy? Dlaczego powiedziałeś, że Czarny, który nas nigdy nie widział, mówi do nas po imieniu?
— Ech, proszę panicza — odrzecze Czarny z desperacją — to z pewnością znów czary... Już bym wolał nie żyć! I to tak zawsze! Wciąż dokuczają człowiekowi, że mi już życie obrzydło! Niech panicz nikomu o tym nie mówi, bo pani znów mnie wyłaje... Pani nie wierzy... twierdząc, że nie ma czarów... A ja bym chciał, żeby pani teraz tu była... Ciekaw jestem, co by powiedziała. Gadaj, co chcesz, a wszyscy swoje: nieprawda i nieprawda!