Tomek przyrzekł mu, że nic nie powie, i dał mu drobną monetę, żeby miał za co kupić sobie nici do związania włosów w pęczki. Potem, patrząc na Jima, rzekł ostro:

— Ciekawy też jestem, czy wuj Silas powiesi tego Czarnego? Bo gdybym ja schwytał takiego niewdzięcznika, co od swoich państwa ucieka, zaraz bym go powiesił.

Gdy zaś Czarny podszedł do drzwi, żeby obejrzeć pieniążek i spróbować zębami, czy dobry, szepnął Jimowi do ucha:

— Udawaj, że nas nie znasz. A jeżeli w nocy usłyszysz, że ktoś kopie, siedź cicho, bo to my. Zrobimy podkop i będziesz wolny.

Po tych słowach wyszliśmy z budy.

Rozdział XXXV

Zgryzoty Tomka. — Tomek łamie sobie głowę. — Kiedy wolno kraść. — Głęboki podkop.

Na rannej pogawędce pośród lasu Tomek mówił, że trzeba nam koniecznie mieć trochę światła, gdyż kopać po ciemku nie można. Radziłem dostać latarnię, ale on się na to nie zgodził, twierdząc, że latarnia daje za wiele światła, które może nas zdradzić. Mieliśmy więc poszukać pewnego gatunku drzewa, którego próchno, położone w zupełnie ciemnym miejscu, wydaje blask żywy, lecz nie rażący.

Zrobiwszy zapas tego drzewa i ukrywszy je w chwastach rosnących pod ogrodzeniem, usiedliśmy dla odpoczynku i pogawędki.

— E! Co to za robota! — rzecze Tomek wielce markotny. — Wszystko idzie łatwo, jak z płatka... Aż wstyd! Nie ma ani trudności, ani przeszkody. Dozorca więzienny? Nie istnieje. Kogóż więc uśpić napojem? A przecież w każdym przyzwoitym więzieniu powinien być. Nie ma nawet psa, którego można by otruć! Niby to trzymają Jima na łańcuchu! Ależ łańcuch na dziesięć stóp długości z obręczą na jednym końcu założoną na nogę więźnia i zamkniętą na kłódkę, drugim końcem przytwierdzony niby do nogi łóżka... Cóż z tego, kiedy dość unieść łóżko, żeby ogniwo zsunęło się z nogi! A wuj Silas? Każdemu wierzy, wszystkim daje klucz, nie pilnując tego Czarnego z głową podobną do jarmużu. Jim mógłby wprawdzie wyjść przez okno, ale jakże będzie uciekał z długim łańcuchem? Czysta zgryzota! Bo ten łańcuch to jedna jedyna trudność, wszystkie inne sam muszę wymyślać! Ha! Cóż robić, trzeba brać to, co jest, kiedy nie ma tego, co być powinno. W tym tylko jedna pociecha, że sami musimy stwarzać przeszkody ku większemu dla nas zaszczytowi! Bo powiedz, proszę. Odrzucamy latarnię, wiedząc, że jej światło może nas zdradzić. Gdybyśmy jednak nie pamiętali o tej niezbędnej dla wszystkich spiskowców ostrożności, to moglibyśmy pracować przy pochodni, taka to czujność!... Aha... Dobrze, że mi to na myśl przyszło... Musimy jak najprędzej zdobyć coś takiego, z czego można zrobić piłę...