— W takim razie czegóż nam potrzeba?
— Parę noży składanych albo nawet i scyzoryków z większym ostrzem.
— Żeby nimi wykopać podziemne przejście z tej budy?
— Tak.
— A bierz cię licho, bo to szaleństwo!
— Ja nie wiem, czy to szaleństwo, ale wiem, ża tak wypada i trzeba postąpić! O żadnym innym sposobie ucieczki z więzienia nie słyszałem, pomimo że przeczytałem wszystkie książki, które uczą, jak należy postępować w takim razie. Przejście musi być wykopane składanym nożykiem, i to nie w miękkiej ziemi ani w piasku, lecz w skale. Praca tego rodzaju ciągnie się całe tygodnie, miesiące, lata, a czasem nawet i do końca życia. Ot, weź na przykład więźnia, który siedział w podziemiach warowni294 w porcie marsylskim. Jak ci się zdaje, ile on czasu kopał sobie przejście podziemne?
— Nie wiem.
— Zgaduj.
— Nie zgadnę. Miesiąc, półtora?
— Trzydzieści siedem lat! I wykopał przejście do samych Chin! Z niego trzeba brać wzór! Szkoda, że ta warownia nie stoi na skale.