— Jim nie zna nikogo w Chinach.

— A cóż to ma do rzeczy? I tamten nikogo nie znał. Ale ty zawsze podnosisz jakieś uboczne względy, odbiegając od głównej kwestii.

— Dobrze już, dobrze... Wszystko mi jedno, gdzie Jim wyjdzie, byle wyszedł, a i jemu także o nic więcej nie chodzi. Ale widzisz, trzeba jedno mieć na uwadze: Jim jest za stary, żeby kopał wyjście scyzorykiem. Nie wyżyje tak długo.

— Nie bój się, wyżyje. Zresztą nie będzie potrzebował trzydziestu siedmiu lat na wykopanie przejścia w miękkiej ziemi.

— Ile czasu potrwa taka robota?

— Nie może trwać tak długo, jak potrzeba, bo to za wielkie ryzyko. Do Nowego Orleanu niedaleko, wuj Silas niezadługo otrzyma stamtąd wiadomości. Otóż kopanie przejścia, które powinno trwać co najmniej parę lat, z powodu wyjątkowego położenia musi być bardzo przyśpieszone. Za to po ucieczce Jima można wmówić sobie, że robota trwała lat trzydzieści.

— Teraz rozsądnie mówisz — odpowiadam. — Przejście wykopiemy z łatwością, bez kłopotu, a jeżeli ci na tym zależy, to mogę powiedzieć, że sto pięćdziesiąt lat trwało kopanie. To już mi wszystko jedno, bylebyśmy postawili na swoim. No, a teraz trzeba ściągnąć ze dwa noże składane.

— Ściągnij trzy — mówi Tomek. — Z jednego musimy zrobić piłkę.

— Tomku — rzekłem — jeżeli nie będziesz tego uważał za bezbożność i lekceważenie uświęconych zwyczajów, to ci powiem, że tam pod ogrodzeniem, pomiędzy śmieciem i gratami, widziałem zardzewiałą piłę.