Rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Istotnie zapomiałem osełki: leżała tam, gdzie ją zostawiłem. Wziąłem ją więc razem z placuszkami i zgasiwszy świecę, wstępowałem ostrożnie na schody, żeby się dostać do pokoju. Wtem nagle drzwi się otwierają, a w nich ciocia Salcia ze świecą w ręku. Ja więc czym prędzej masło i placuszki wsuwam do kapelusza, kładę go na głowę i idę. Ciocia Salcia, spostrzegłszy mnie, pyta:

— Byłeś w spiżarni?

— Tak, ciociu.

— Co tam robiłeś?

— Nic, ciociu.

— Nic?

— Nic.

— Więc po co tam chodziłeś o tej porze?

— Nie wiem, ciociu.

— Nie wiesz? Nie pleć mi głupstw, Tomku. Raz jeszcze pytam, co miałeś do roboty w spiżarni?