— Ano, o wszystkim, co zrobiliśmy...

— O jakim wszystkim?

— Że to my wykradliśmy Czarnego... My we dwóch!

— Łasko Boska! Oni wykradli! We dwóch! Co też ten chłopiec wygaduje! Nieszczęście! Znów stracił przytomność!

— Nie, ciociu, jestem przytomny i wiem doskonale, co mówię. My uwolniliśmy Jima, my we dwóch: Tomek i Sid. Postanowiliśmy to uczynić i tak się stało.

Rozgadawszy się, wciąż jechał dalej, a ciocia nawet nie próbowała go powstrzymać, tylko słuchała z oczyma szeroko rozwartymi.

— Tak, ciociu — trzepał Tomek. — Napracowaliśmy się przy tym okrutnie przez kilka tygodni po całych nocach, gdy wszyscy spali. Bo to, widzi ciocia, musieliśmy mnóstwo rzeczy zrobić: ukraść świece, prześcieradło, koszulę, cioci suknię, łyżeczkę, składany nóż, starą formę blaszaną, żelazko do ogrzewania pościeli, kamień młyński, mąkę i jeszcze mnóstwo różnych drobiazgów. A żeby ciocia wiedziała, jak nam było trudno zrobić piłę i pióra i kuć napisy! Ale też bawiliśmy się przewybornie! Musieliśmy także rysować trumny i trupie głowy, pisać anonimy, zsuwać się i wdrapywać po piorunochronie, wykopać przejście podziemne, skręcić sznur na drabinę, zapiec ją w pierogu, ukradkiem przesyłać Jimowi łyżeczkę i ćwieki. Z tym zresztą najmniej było kłopotu, bo ciocia mu je sama zaniosła w kieszeni swego fartucha...

— Czy to możliwe?

— Nałapać szczurów, węży, jaszczurek, żeby Jim miał towarzyszy swej samotności... A potem, jak to ciocia trzymała Tomka tak długo... z masłem w kapeluszu, wie ciocia... to o mało wszystko w łeb nie wzięło, bo pogoń weszła do komórki, zanim my zdążyliśmy z niej uciec. Musieliśmy więc biec bardzo szybko, usłyszano nas, puszczono za nami strzały, no i jeden trafił mnie w nogę, potem puściliśmy ścigających naprzód, a sami ukryliśmy się w krzakach, zaś psy spuszczone z łańcucha przywitawszy się z nami, dalej pobiegły, a my swoją łódką do tratwy... I wszystko nam poszło po myśli, Jim uciekł z więzienia i został wolny dzięki nam! A co? Spisaliśmy się!

— Jak długo żyję na świecie, nie słyszałam nic podobnego! Więc to wy, urwisy, przewróciliście cały dom do góry nogami, napędzając nam tyle strachu?! Że ja wam tego nie daruję, to pewne! Zobaczycie! Jak to! Ja się bałam przez tyle nocy, tyle mi rzeczy poginęło... A to wy! Wy smarkacze niegodziwi! Poczekajcie, nie ujdzie wam to na sucho!