I bez tego dobrze wiedziałem, że ciocia Salcia nie czytała jeszcze tego listu. Uważałem jednak, że lepiej milczeć.
Rozdział XLIII
Uroczystość wyzwolin. — „Szczerze panu oddany Huck Finn”.
Gdy się nareszcie znaleźliśmy sam na sam z Tomkiem, pytam go, jaki miał cel w wykradaniu Jima? Dlaczego tak się mordował i nas tak męczył, wiedząc, że Jim otrzymał już wolność?
— Nie rozumiesz tego — wyjaśnił Tomek. — Oto chciałem, żebyśmy po wykradzeniu Jima popłynęli razem w dół rzeki aż do jej samego ujścia. Mielibyśmy przygód bez liku, a dopiero po ukończeniu podróży Jim dowiedziałby się o swej wolności i powrócił z nami do domu na parostatku, jak się należy, z wynagrodzeniem pieniężnym za stracony czas. Uprzedzeni o naszym powrocie, wszyscy Czarni zebraliby się i z muzyką, z pochodniami wprowadziliby Jima do miasta. I on by został bohaterem, i my! Nie udało mi się do końca, ale i to, co się udało, to nie lada sztuka!
Ma się rozumieć, że natychmiast wypuszczono Jima z komórki, a gdy obie ciocie i wujaszek dowiedzieli się od doktora, jak Jim troskliwie doglądał Tomka, zaczęli rozczulać się nad nim, karmić go, poić, nie dając mu żadnej roboty, żeby należycie odpoczął. Przyprowadziłem go do Tomka, który musiał jeszcze leżeć w łóżku, i nagadaliśmy się, aż miło! Jim, okrutnie uradowany, rzekł do mnie:
— A pamiętasz, Huck, co ci mówiłem, jeszcze tam, w domu u miss Watson? Mówiłem, że mam na piersiach włosy i że to znak szczęśliwy... A co? Nie miałem racji? Czy nie przepowiedziałem, że po raz drugi będę bogaty? Nie, Huck, nie gadaj! Znaki są znakami, pamiętaj to sobie!
Potem Tomek zabrał głos i prawił... prawił... namawiając nas, żebyśmy nakupiwszy zapasów, uciekli we trzech którejkolwiek nocy i puścili się na szukanie przygód wśród Indian, gdzie zabawilibyśmy z kilka tygodni.
— Dobrze — odpowiadam — z ochotą, tylko że nie mam pieniędzy, a i z domu nic nie dostanę, bo zapewne tatko od dawna musiał zabrać mój skarb od sędziego i przepić wszystko co do grosza.