— A może ty byś spróbowała? — rzecze do mnie.

Choć było mi pilnie uciec przed powrotem jej męża, wziąłem jednak ołów i cisnąłem nim w pierwszego szczura, który wyścibił nos z dziury. Gdyby czekał, to z pewnością nie wyszłoby mu to na zdrowie. Moja gospodyni oświadczyła, że rzucam wybornie i że z pewnością zabiję drugiego szczura. Po czym wstawszy z krzesła, przyniosła z głębi pokoju motek141 przędzy, prosząc, żebym jej pomógł w robocie. Rozstawiłem wtedy obie ręce, a ona, włożywszy na nie motek, wciąż opowiadała o swoich interesach i o mężu. Nagle, przerywając sobie, mówi:

— Żeby zabić szczura, trzeba mieć ołów w pogotowiu, na kolanach.

I mówiąc to, rzuciła mi ciężarek na kolana, które ścisnąłem szybko, żeby mu nie dać upaść na ziemię. Po chwili kobieta, zabrawszy motek, pyta żartobliwie, patrząc mi w oczy:

— Powiesz mi teraz, jak się nazywasz... naprawdę?

— C... co? Co, pro-oszę pa...?

— Jak ci naprawdę na imię? — przerwała. — Bill, Tom, Bob czy inaczej?

Zdaje mi się, że drżałem cały jak liść na wietrze; nie wiedziałem, co odpowiedzieć, co robić. Mówię jednak:

— Proszę pani, niech pani będzie łaskawa i nie żartuje sobie z biednej dziewczyny. Jeżeli ja pani zawadzam, to ja... ja...

— Nie pójdziesz nigdzie. Siadaj i siedź tam, gdzie siedziałeś. Nie zrobię ci nic złego. Zwierz mi się tylko ze swojej tajemnicy i zaufaj mi. Ja ci tajemnicy dochowam: więcej nawet uczynię, bo dopomogę ci wraz z mężem, gdybyś tego potrzebował. Ja wiem: uciekłeś od majstra. Jesteś zbiegłym terminatorem142, ale to nic nie szkodzi, nic w tym złego i nie potrzebujesz się obawiać. Musiał się z tobą źle obchodzić i ty dlatego go porzuciłeś. Bóg z tobą, dziecko, nie powiem tego nikomu, tylko mów prawdę.