wobec którego można jedynie spasować. wybieranie
nie jest niczyją mocną stroną, przeciwnie.
światło w tunelu okazuje się ogniskiem stworzonym
na bazie porzuconej butelki, z której mógłby
wyleźć dżin, ale nie wyłazi. za to cień kładzie się
pod nogami coraz dłuższy i węższy jak margines.
instynktownie wyczuwana bliskość celu spowalnia
krok, opóźniając na siłę dotarcie, przestające się
nagle liczyć. nikt już nie próbuje wymierzyć proporcji
pomiędzy przebytym a tym, co pozostaje do przejścia.