też był śnieg, też kończyło się, już tylko

przyśpieszony jak kurs pociągu oddech zdradzał

obecność. nastały nowe pory roku i nowe

okoliczności łagodzące. tym razem jest inaczej:

żeton zamarza w fałdzie rękawiczki. nie pamiętam

numeru, pod który należy dzwonić w razie czego.

opuszczam kolejkę, ku wyraźnej radości tych za mną.

białystok 22–24 V 1996

Lampa świtu w hotelowym pokoju. Jak w

każdym takim wierszu, tu też panuje