czysta chusteczka znieczula, osłania, odwraca
uwagę jak bileter. droga w tę i we w tę tak samo
zawiła, skracana przyzwyczajeniem. coś nie tak
z autobusami, czekanie rodzi zamysł reakcji,
ciągnie gdzieś w głąb, do śmierdzącego źródła.
osiedlowy zboczeniec pyta, czy chcę się dupić?
wykręcam się bokiem, tam pociąg już dojeżdża,
tu, teraz, muszę być silna, powiedzieć, że nie.
nasz ostatni raz
kiepskie przyjęcie. goście są jak duchy.