wyrzucałeś mi, że jestem trupem i osunęłam się
właśnie w twoje łóżko. że płaczę i rozbieram się
zamiast wreszcie iść. wtedy nie wzięłam cię
poważnie, tylko do ust.
rozstępy
przełomy i wyłomy o kant dupy. pozostaje
niesmak. no przecież sam mówiłeś —
zmieni się niechybnie, zmieni się już wkrótce.
tymczasem stagnacja zżera energię jak dwustuwatówka,
bez skrupułów, bo jeśli nic już nie drgnie, nie popłynie,