Na wilgotnym podłożu świątnicy,

Kładli chleby ofiarne

I w słońcu bielone płótna...

I południe paliło się nade mną

Dyszące,

Podczas gdy oni, u stóp zimnego głazu,

W śpiewie trwali i w dymie...

I nikt z kornej ciżby nie poznał

I nikt z rzeszy białej nie widział,

Że bóg słońca wyszedł do mnie,