Co zaszło pomiędzy nimi? Można to tym łatwiej odgadnąć wobec tego, że dalszy ciąg przygody podaje nam wszelkie wskazówki. U stóp młodej dziewczyny leży zraniony człowiek, którego dręczy ból i który za dwie minuty zostanie schwytany. Tego człowieka ona zraniła. Czy go także wyda?
Jeśli to jest zabójca Jana Daval, tak, pozwoli przeznaczeniu dopełnić się. Lecz on w szybkich zdaniach podaje jej prawdę o usprawiedliwionym zabójstwie, dokonanym przez jej wuja, pana de Gesvres.
Ona mu wierzy. Co zrobi?
Nikt ich nie widzi. Służący Wiktor czuwa nad furtką. Drugi, Albert, zostawiony przy oknie salonu, stracił z oczu oboje. Czy wyda człowieka, którego zraniła?
Nieprzeparte uczucie litości, które zrozumieją wszystkie kobiety, porywa młodą dziewczynę. Idąc za wskazówkami Lupina, kilkoma ruchami zawiązuje ranę chusteczką, żeby uniknąć śladów, które zostawiłaby krew. Potem kluczem, który on jej daje, otwiera bramę kaplicy. On wchodzi, podtrzymywany przez dziewczynę. Ona zamyka, oddala się. Nadchodzi Albert.
Gdyby przeszukano kaplicę w tej chwili, a przynajmniej w ciągu następnych minut, Lupin, który nie miał jeszcze czasu na odzyskanie sił do podniesienia płyty i zejścia po schodach do krypty, zostałby schwytany. Ale kaplicę przeszukano dopiero po sześciu godzinach, i to zupełnie powierzchownie. Lupin ocalony, i to ocalony przez kogo? Przez tę, która go omal nie zabiła.
Odtąd panna de Saint-Véran, chcąc nie chcąc, jest jego wspólniczką. Nie tylko nie może go już wydać, lecz musi kontynuować swoje dzieło, bo bez tego ranny zginie w kryjówce, do której go zaprowadziła. I kontynuuje je.
Jej kobiecy instynkt nie tylko zobowiązuje ją do tego dzieła, lecz także ułatwia jej zadanie. Jest pełna finezji, wszystko przewiduje. To ona podaje sędziemu śledczemu fałszywy opis Arsène’a Lupin (proszę sobie przypomnieć sprzeczne pod tym względem zeznania obu kuzynek). To oczywiście ona po pewnych wskazówkach, których nie znam, odgaduje wspólnika Lupina pod przebraniem woźnicy. To ona go uprzedza. Ona przedstawia mu konieczność operacji. Ona bez wątpienia podstawia czapkę. Ona każe pisać ten sławny liścik, w którym jej osobiście grożono — jakże potem można by było ją podejrzewać?
To ona w chwili, w której mam wyjawić sędziemu śledczemu swe pierwsze wrażenia, twierdzi, że widziała mnie poprzedniego dnia na drodze, czym wprowadza w zaniepokojenie pana Filleul co do mojej osoby, a mnie zmusza do milczenia. Manewr niebezpieczny, prawda, bo budzi moją uwagę i zwraca ją na nią, na tę, która mnie obarcza oskarżeniem, wedle mojej wiedzy fałszywym, ale manewr skuteczny, bo chodzi głównie o zyskanie na czasie i zamknięcie mi ust.
To ona przez czternaście dni karmi Lupina, przynosi mu lekarstwa (proszę zapytać aptekarza z Ouville, pokaże recepty, które wykonywał dla panny de Saint-Véran), ona wreszcie pielęgnuje chorego, zmienia mu bandaże, czuwa nad nim i doprowadza go do zdrowia.