I oto pierwszy z naszych dwu problemów rozwiązany, a równocześnie dramat z Ambrumésy wyjaśniony. Arsène Lupin znalazł pod ręką, w samym zamku, pomoc, która była dla niego niezbędna, najpierw, żeby się ukryć, a potem, żeby przeżyć.
Otóż żyje. I teraz właśnie nasuwa się drugi problem, którego badanie posłużyło mi za nić przewodnią, odpowiadający drugiemu dramatowi z Ambrumésy. Czemu Lupin, żywy, wolny znowu stojący na czele swej bandy, wszechpotężny jak niegdyś, czemu ten Lupin czyni rozpaczliwe wysiłki, wysiłki, na które ustawicznie się natykam, żeby narzucić organom sprawiedliwości i publiczności myśl o swej śmierci.
Trzeba sobie przypomnieć, że panna de Saint-Véran była bardzo piękna. Fotografie, które reprodukowały dzienniki po jej zniknięciu, dawały tylko słabe wyobrażenie o jej piękności. Staje się więc to, co się nie mogło nie wydarzyć. Lupin, który przez czternaście dni widuje tę piękną dziewczynę, który pragnie jej obecności, kiedy jej nie ma, który podczas jej obecności ulega jej urokowi i wdziękowi, który wdycha świeżą woń tchnienia pochylonej nad sobą, zakochuje się w swej opiekunce. Wdzięczność staje się miłością, podziw namiętnością. Ona jest jego zdrowiem, ale zarazem i radością jego oczu, marzeniem jego samotnych godzin, jego światłem, jego nadzieją, po prostu jego życiem.
On szanuje ją do tego stopnia, że nie wykorzystuje poświęcenia dziewczyny i nie używa jej do kierowania swymi wspólnikami. Rzeczywiście w działaniach jego bandy widać niepewność. Lecz on ją także kocha, jego skrupuły ustępują, a wobec tego, że panna de Saint-Véran nie dopuszcza do siebie miłości, która by ją obrażała, wobec tego, że jako mniej niezbędna coraz rzadziej przychodzi, ostatecznie zaprzestaje swych odwiedzin, w dniu, w którym wyzdrowiał... zrozpaczony, oszalały z żalu, podejmuje straszne postanowienie. Wychodzi z kryjówki, przygotowuje zamach i w sobotę, 6 czerwca, przy pomocy swych wspólników uprowadza młodą dziewczynę.
To nie koniec. Nikt nie może wiedzieć o tym porwaniu. Trzeba przeciąć wszelkie poszukiwania, przypuszczenia, nawet nadzieje; panna de Saint-Véran będzie uchodziła za zmarłą. Symuluje się mord, poddaje się śledztwu dowody. Zbrodnia jest pewna. Zbrodnia zresztą przewidziana, zbrodnia zapowiedziana przez wspólników, dokonana jako zemsta za śmierć przywódcy i tym samym, proszę zauważyć, cudowny spryt takiej koncepcji tym samym budzi wiarę w tę śmierć.
Nie wystarczy wzbudzić wiarę, trzeba narzucić pewność. Lupin przewiduje moją interwencję. Odgadnę okradzenie kaplicy, odkryję kryptę. A jeśli krypta będzie pusta, całe rusztowanie zawali się.
Krypta nie będzie pusta!
Tak samo śmierć panny de Saint-Véran nie będzie definitywna, jeśli morze nie wyrzuci jej ciała.
Morze wyrzuci ciało panny de Saint-Véran!
Trudność jest ogromna. Podwójna przeszkoda nie do przebycia.