Tak, dla każdego innego, ale nie dla Lupina...

Otóż, tak jak przewidział, odgaduję okradzenie kaplicy, odkrywam kryptę i schodzę do jamy, w której skrył się Lupin. Jest tam jego ciało!

Każdy, kto przyjmował śmierć Lupina za możliwą, byłby się dał zwieść. Lecz ja nawet przez sekundę nie przyjmowałem tej ewentualności (zrazu przez intuicję, potem drogą rozumowania). Wybieg stał się zatem bezużyteczny, a wszelkie kombinacje daremne. Powiadam sobie od razu, że strącony kilofem blok kamienny został tam umieszczony ze szczególną precyzją, tak że najlżejsze potrącenie musiało go zwalić, a padając, musiał nieuchronnie zmiażdżyć głowę rzekomego Arsène’a Lupin i sprawić, że stała się nierozpoznawalna.

Drugie odkrycie. W pół godziny później dowiaduję się, że odnaleziono ciało panny de Saint-Véran na skałach w Dieppe... a raczej ciało, które uchodziło za ciało panny de Saint-Véran z tej przyczyny, że na ramieniu znajdowała się bransoletka podobna do jednej z bransoletek młodej dziewczyny. Jest to zresztą jedyna oznaka tożsamości, gdyż ciała nie da się rozpoznać.

Wówczas przypominam sobie pewną rzecz i rozumiem. Kilka dni wcześniej czytałem w numerze „Vigie de Dieppe”, że pewne młode małżeństwo amerykańskie zamieszkałe w Envermeu otruło się dobrowolnie i że tej samej nocy zniknęły ich ciała. Pędzę do Envermeu. Powiadają mi, że historia jest prawdziwa z wyjątkiem owego zniknięcia, gdyż to sami bracia obu ofiar upomnieli się o ciała i zabrali je ze sobą po zwykłych ustaleniach.

Ci bracia nazywali się bez najmniejszej wątpliwości Arsène Lupin i towarzysze.

Zatem dowód przeprowadzony. Znamy powód, dla którego Lupin upozorował zamordowanie dziewczyny i uwiarygodnił pogłoską o swej własnej śmierci. Kocha i nie chce, żeby o tym wiedziano. Ażeby o tym nie wiedziano, nie cofa się przed niczym do tego stopnia, że podejmuje się nieprawdopodobnej kradzieży dwóch ciał, które są mu potrzebne do odegrania roli jego i panny de Saint-Véran. Tak zdobywa spokój. Nikt nie może go niepokoić. Nikt nie będzie podejrzewał prawdy, którą chce zdławić.

Nikt? Tak... Trzej przeciwnicy w ostateczności mogliby nabrać pewnych wątpliwości. Ganimard, który ma przybyć lada godzina, Herlock Sholmes, który ma przyjechać przez kanał La Manche, i ja, który jestem na miejscu. Zachodzi potrójne niebezpieczeństwo.

Usuwa je. Porywa Ganimarda. Porywa Herlocka Sholmesa, a mnie częstuje nożem Brédoux.

Jeden punkt pozostaje niejasny. Czemu Lupin dołożył tylu usilnych starań, żeby zrabować mi dokument Wydrążonej Iglicy? Przecież nie sądził, że zrabowawszy go, zatrze w mojej pamięci tekst pięciu linijek, z których się składa? Więc czemu? Czy bał się, że sama natura papieru lub jakakolwiek inna poszlaka udzieli mi jakiejś wskazówki?