Jakkolwiek rzecz się ma, taka jest prawda o wypadkach w Ambrumésy. Powtarzam, że w wyjaśnieniu, które przedkładam, pewną rolę odgrywa hipoteza, tak samo jak odgrywała wielką rolę w moim osobistym badaniu. Ale gdyby czekać na dowody i fakty do pokonania Lupina, albo czekałoby się na nie w nieskończoność, albo odnalazło takie, które przygotowane przez Lupina, doprowadziłyby do wręcz przeciwnych prawdzie wniosków.
Wierzę, że kiedy będą znane wszystkie fakty, potwierdzą moją hipotezę we wszystkich punktach”.
Tak więc Izydor Beautrelet, na chwilę opanowany przez Arsène’a Lupin, wyprowadzony z równowagi porwaniem swego ojca i pogodzony z klęską, nie mógł ostatecznie zgodzić się na milczenie. Prawda była zbyt piękna i zbyt osobliwa, dowody, którymi mógł ją poprzeć, zbyt logiczne i przekonywujące, żeby zgodził się ją ukryć. Cały świat czekał na jego rewelacje. Przemówił.
Tego samego dnia, w którym ukazał się jego artykuł, wieczorem dzienniki oznajmiły o porwaniu ojca Beautreleta. Izydora powiadomiono o tym depeszą z Cherbourga, którą otrzymał o trzeciej.
Rozdział V. Na tropie
Gwałtowność ciosu oszołomiła młodego Beautreleta. W gruncie rzeczy, chociaż ogłaszając swój artykuł, usłuchał jednego z tych nieprzepartych popędów, które każą lekceważyć wszelkie rady roztropności, w gruncie rzeczy, powtarzam, nie wierzył w możliwość porwania. Zbyt przezornie wszystko urządził. Przyjaciele z Cherbourga mieli nie tylko strzec ojca Beautreleta, lecz mieli także czuwać nad jego wszelkimi ruchami, nie pozwalać mu wychodzić samemu, a nawet nie oddawać mu żadnego listu bez uprzedniego rozpieczętowania. Nie, nie było żadnego niebezpieczeństwa. Lupin blefował. Pragnąc zyskać na czasie, usiłował zastraszyć swego przeciwnika.
Cios był zatem prawie nieprzewidziany i przez całą resztę dnia Izydor, niezdolny do działania, odczuwał jego dotkliwość. Podtrzymywała go jedna, jedyna myśl: pojechać tam, zobaczyć samemu, co się stało, i podjąć ofensywę.
Posyłał telegram do Cherbourga. O ósmej przybył na dworzec Saint-Lazare. Kilka minut później jechał ekspresem.
Dopiero w godzinę później, rozkładając kupioną na dworcu wieczorną gazetę, zauważył sławetny list, w którym Lupin pośrednio odpowiadał na jego poranny artykuł.
Szanowny Panie Redaktorze Naczelny!