W zdziwienie wprawiło Beautreleta i Valmérasa zniknięcie rannego. Nie mogli odnaleźć najmniejszego śladu walki, ani jednej kropli krwi na posadzce przedsionka.
W rezultacie nie było żadnego materialnego dowodu, że Lupin był w zamku Iglica, i można by śmiało odrzucić zapewnienia Beautreleta i jego ojca, Valmérasa i panny de Saint-Véran, gdyby wreszcie nie znaleźli w pokoju sąsiadującym z pokojem młodej dziewczyny sześciu wspaniałych bukietów, do których był przypięty bilet24 Arsène’a Lupin. Bukiety, które odrzuciła, zapomniane, zwiędły... Do jednego z nich prócz biletu dołączono list, którego Rajmunda nie widziała. Po południu, kiedy rozpieczętował go sędzia śledczy, znaleziono w nim dziesięć stron próśb, błagań, obietnic, gróźb, rozpaczliwych zaklęć, całe szaleństwo miłości, która zaznała tylko pogardy i braku wzajemności.
List kończył się tak: „Przyjadę we wtorek wieczorem. Niech się pani namyśli. Nie chcę już dłużej czekać. Jestem gotów na wszystko”.
Właśnie we wtorek rano Beautrelet oswobodził pannę de Saint-Véran.
Wszyscy z pewnością pamiętają zdumienie i entuzjazm wywołane w świecie tą nowiną: panna de Saint-Véran wolna! Młoda dziewczyna, której pragnął Lupin, dla której snuł swe najbardziej makiaweliczne25 plany, wyrwana z jego szponów! Wolny także ojciec Beautreleta, ten, którego Lupin, spragniony zawieszenia broni potrzebnego jego miłości, wybrał na zakładnika. Wolni oboje! Tajemnica Iglicy znana, opublikowana, rzucona na cztery strony świata!
Tłum bawił się. Śpiewano o pokonaniu awanturnika.
„Miłostki Lupina”, „Łzy Arsène’a”, „Zakochany włamywacz!”, „Piosenka złodzieja kieszonkowego” — wykrzykiwano na bulwarach, wyśpiewywano po pracowniach.
Zasypana pytaniami, prześladowana przez dziennikarzy, Rajmunda odpowiadała z jak największą rezerwą. Ale przecież istniał list i bukiety, i cała tragikomiczna awantura! Nagle Lupin ośmieszony, wydrwiony, spadł ze swego piedestału.
A Beautrelet stał się bożyszczem. Wszystko zobaczył, wszystko przepowiedział, wszystko wyjaśnił. Zeznania, które panna de Saint-Véran złożyła przed sędzią w sprawie swego porwania, potwierdziły hipotezę młodego człowieka nawet w najdrobniejszych szczegółach. Rzeczywistość niejako poddawała się na wszystkich punktach temu, co uprzednio orzekł. Lupin trafił na mocniejszego.
Beautrelet zażądał, żeby jego ojciec przed powrotem do swych gór w Sabaudii odpoczął kilka miesięcy w słońcu, i zawiózł go razem z panną de Saint-Véran w okolice Nicei, gdzie hrabia de Gesvres osiadł wraz ze swą córką Zuzanną na zimę. W dwa dni potem Valméras zawiózł swoją matkę do swych nowych przyjaciół i utworzyli tam razem małą kolonię, zgrupowaną wokół willi de Gesvres, nad którą dniem i nocą czuwało sześciu ludzi najętych przez hrabiego.