Natychmiast zredagowano notatkę i Beautrelet od razu, nie czekając, czy odniesie ona jakiś skutek, zabrał się do rzeczy.
Początek tropu nastręczał się sam: kapitana zamordowano w okolicach Gaillon. Udał się tam tego samego dnia. Oczywiście nie liczył na rekonstrukcję zbrodni dokonanej dwieście lat wcześniej. Jednak mimo wszystko istnieją przecież pewne zbrodnie, które pozostawiają ślady we wspomnieniach, w tradycjach okolicy. Odnotowują je lokalne kroniki. Pewnego dnia jakiś prowincjonalny erudyta46, jakiś miłośnik starych legend, jakiś badacz drobnych zdarzeń z minionego życia czyni je tematem artykułu w gazecie albo komunikatu lokalnej uczelni.
Odwiedził trzech czy czterech takich erudytów. Szczególnie z jednym z nich, starym notariuszem, szperał i przeszukiwał rejestry więzienne, rejestry dawnych urzędów i księgi parafialne. Żadna z notatek nie wspominała o zabójstwie kapitana gwardii w XVII wieku.
Nie zniechęcił się i kontynuował poszukiwania w Paryżu, gdzie być może prowadzono śledztwo w tej sprawie. Jednak bez skutku.
Myśl o nowym tropie pchnęła go na inną drogę. Czy nie dałoby się poznać nazwiska tego kapitana, którego wnuk wyemigrował, a prawnuk służył w armii republiki i został przydzielony do więzienia Temple podczas uwięzienia rodziny królewskiej?
Dzięki cierpliwej pracy zdołał sporządzić listę, na której dwa nazwiska wykazywały prawie całkowite podobieństwo: pana de Larbeyrie za Ludwika XIV i obywatela Larbrie w czasach terroru.
Był to już ważny punkt. Sprecyzował go w notatce, którą posłał do gazet, pytając za ich pośrednictwem, czy ktoś mógłby mu podać jakieś wskazówki co do tego Larbeyrie lub jego następców.
Odpowiedział mu pan Massiban, ten sam Massiban, członek Instytutu, który poinformował o broszurze.
Szanowny Panie!
Podaję Panu ustęp Voltaire’a47, który odnalazłem w jego rękopisie Wieku Ludwika XIV (rozdział XXV, osobliwości i anegdoty rządowe). Ustęp ten opuszczono w różnych wydaniach.