Wargi mu drżały, szukał słów, których nie mógł znaleźć.
Pasterz patrzył na niego ze zdumieniem.
Beautrelet powtórzył:
— Tak, ta grota, tam... na prawo od fortu... Czy ma jakąś nazwę?...
— Pewnie!... Wszyscy z Etretat nazywają to Pokój Panieński.
— Co? Co mówicie?
— No tak... Pokój Panieński...
Izydor był gotów skoczyć mu do gardła, jakby w tym człowieku kryła się cała prawda i jakby spodziewał się wydrzeć ją z niego za jednym zamachem...
Panieński! Więc dobrze odszyfrował dokument!
Beautrelet chwiał się na nogach, jakby natarł na niego wicher szaleństwa. Wiał wokół niego, przelatywał nad nim niby wiatr lecący od pełnego morza, lecący od lądu, ze wszystkich stron, i smagał go potężnymi uderzeniami prawdy...