— Ba — odpowiedział Izydor — pomógł mi przypadek.

— Z nim nie ma przypadków — orzekł inspektor, który mówił zawsze o Lupinie z powagą, nie wymieniając jego nazwiska.

Usiadł.

— A zatem mamy go?

— Tak jak go miano już przeszło dwadzieścia razy — rzekł, śmiejąc się, Beautrelet.

— Tak, lecz dzisiaj...

— Istotnie, dzisiaj sprawa wygląda całkiem inaczej. Znamy jego kryjówkę, jego fortecę, to, co sprawia, że Lupin jest Lupinem. On może się wymknąć, ale nie Iglica Etretat.

— Dlaczego pan przypuszcza, że może się wymknąć? — zapytał zaniepokojony Ganimard.

— Dlaczego pan przypuszcza, że potrzebuje się wymykać? — odparł Beautrelet. — Nie ma żadnego dowodu na to, że jest teraz w Iglicy. Tej nocy wyszło dziesięciu jego wspólników. Mógł być wśród nich.

Ganimard zamyślił się.