— Ale jakże tam spodziewają się ustrzec taką tajemnicę? Niegdyś posiadał ją jeden człowiek, król. Dziś zna ją już kilkunastu z nas, nie licząc bandy Lupina.

— Ech! Żeby tylko zyskać dziesięć lat, choćby pięć lat milczenia!.. Tych pięć lat może stanowić... zbawienie.

— Ależ żeby opanować tę cytadelę, ten przyszły arsenał, trzeba go zaatakować, trzeba z niego wykurzyć Lupina. A tego wszystkiego nie da się zrobić bez hałasu.

— Oczywiście, będą się czegoś domyślali, ale nie będą wiedzieli. A zresztą cóż, spróbujmy.

— Zgoda. Jaki jest pański plan?

— W kilku słowach taki. Najpierw pan nie jest wcale Izydorem Beautreletem i tak samo nie chodzi wcale o Arsène’a Lupin. Jest pan i zostanie ulicznikiem z Etretat, który włócząc się, wypatrzył ludzi wychodzących z podziemi. Przypuszcza pan, że istnieją schody, które przecinają urwisko wybrzeża z góry na dół, czy tak?

— Tak, i jest więcej tych schodów wzdłuż wybrzeża. Na przykład powiedziano mi, że na prawo od Etretat, naprzeciw Benouville, znajdują się Schody Diabła, znane wszystkim kąpiącym się. A nie wspomnę już o kilku tunelach przeznaczonych dla rybaków.

— Zatem połowa moich ludzi pójdzie ze mną pod pańskim przewodnictwem. Wejdę sam lub w towarzystwie, to zobaczymy. W każdym razie atakujemy tędy. Jeśli Lupina nie będzie w Iglicy, zastawimy pułapkę, w którą tego czy owego dnia wpadnie. A jeśli jest...

— Jeśli jest, panie Ganimard, to umknie z Iglicy od tylnej strony, wychodzącej na morze.

— W takim razie zaaresztuje go zaraz druga połowa mych ludzi.